Przed nami ostatni tydzień spotkań w Peronie, w naszym ośrodku. Zebrania społeczności określały miejsce, czas i przynależność uczestnikom i zespołowi prowadzącemu nasz wspólny projekt. Ogniskowały emocje: radość z dołączenia do grupy osób, które rozumieją i czują problemy psychiczne innych, bo sami je doświadczają; rozczarowania, bo nie mogą pomóc natychmiast i tak, jak bym chciał/-a, a zespół nie jest idealny. Frustracje, bo nic się nie zmienia, a jeśli, to wymaga zaangażowania i wysiłku. W końcu pojawia się satysfakcja z własnych osiągnięć i zaskoczenie, że się da… No to dlaczego dotychczas nie można było niczego osiągnąć?

Dla wielu uczestników trudno było wyjść z rodzinnego portu w morze samodzielności, odpowiedzialności. I to nie dlatego, że było tak dobrze w domu, bo u niektórych było gorzej, a u innych lepiej. Czasami zawiść do rodzica jest tak silna, że nie można dać mu satysfakcji, by cieszył się sukcesami dorosłego już dziecka, więc się ich nie osiąga, wręcz nie stwarza okazji do takich osiągnięć. W Peronie takie emocje są powtarzane… słowa wdzięczności, czy uznanie zmian osiągniętych przez półtora roku, przechodzą przez usta uczestnikom z ogromną trudnością ;)